Max Czornyj lubi tworzyć makabryczne powieści. W jego fikcyjnych historiach pojawiali się już i mordercy, psychopaci czy opętani. Tym razem polski autor postanowił pójść o krok dalej i głównym bohaterem swojej nowej książki uczynić Lenina. Co więcej, nie jest tu całkowicie fikcyjna historia, zamiast tego Czornyj wykorzystuje niektóre fakty z życia radzieckiego rewolucjonisty. Czy Czerwony terror udał się polskiemu autorowi? I jak ta opowieść została odebrana przez wiernych fanów pisarza?

Nie do końca biografia, nie do końca fikcja

Czerwony terror co warto wiedzieć? to książka specyficzna. Autor świadomie miesza fikcję z tym, co wydarzyło się naprawdę, jednak często jest to na tyle chaotyczne, że czytelnik może mieć problemy z odczytaniem tego, co faktycznie miało miejsce w przeszłości. Oczywiście nie dla wszystkich jest to zarzut. Z pewnością są i odbiorcy, dla których trudność w oddzieleniu tego, co realne od tego, co fikcyjne okaże się niepodważalną zaletą. Problem jednak w tym, że autor chwilami tak miesza różne wątki, że historia sama w sobie przestaje być czytelna, co w konsekwencji prowadzi do zagubienia i zdezorientowania u czytelnika. A to pierwszy krok do tego, aby ten zniechęcił się do lektury i postanowił odłożyć ją na bok. 

Miłośnicy historii

Komu Czerwony terror sprawi największą przyjemność? Przede wszystkim entuzjastom historii i dwudziestowiecznej polityki. Jednocześnie należy zauważyć, że wszystkie osoby, które zaznajomione są z biografią Lenina, niczego nowego z książki Czornyja nie wyciągną. Pojawia się tu wiele ciekawostek z życia radzieckiego rewolucjonisty, jednak nie są one na tyle nieznane, żeby zrobić wrażenie na tych, którzy przeczytali co najmniej jedną autentyczną biografię Lenina. Czy zatem zaskoczy Czerwony terror? Na pewno wyjątkowym klimatem, który sprawia, że czytelnik przenosi się do okresu październikowej rewolucji i śledzi kolejne, coraz bardziej brutalne poczynania, Lenina. Książka napisana jest w pierwszej osobie, poprzez co wszystkie następujące po sobie wydarzenia śledzimy właśnie z perspektywy Lenina.